2010-09-04     Dalii, Idy, Rocha    

POGODA

Serwis pogodowy IMGW
 Aktualna pogoda         »» Prognoza

ARCHIWUM WIADOMOŚCI

Archiwum wiadomosci
Rok / Miesiac : /
Od (data wprowadzenia) [rrrr-mm-dd]:
Do (data wprowadzenia) [rrrr-mm-dd]:
Szukany tekst:
Strony : 1234z 535
19.08.2010Pierwsza pomoc i zasady jej udzielania
18.08.2010Zmiana godziny sobotniego spotkania Sandecji z Pogonią Szczecin !
18.08.2010Rusza budowa Instytutu Kultury Fizycznej PWSZ !
17.08.2010Burze coraz groźniejsze!
16.08.2010Święto Wojska Polskiego.
Strony : 1234z 535

Sztuka malowania stopą

Maluję od dziecka. W wieku pięciu lat zacząłem malować  za pomocą stóp i ust. Praktycznie jestem samoukiem.

Malarstwo to Jego sposób na życie

 

Sztuka malowana stopą

 

 

Zacznijmy od początku. Jak długo maluje pan w tak wyjątkowy sposób?

Maluję od dziecka. W wieku pięciu lat zacząłem malować  za pomocą stóp i ust. Praktycznie jestem samoukiem. Na początku miałem kontakt z nauczycielami malarstwa i rysunku, ale było to sporadyczne. Pobierałem także lekcje malarstwa u profesora Kulisia - obecnie dyrektora nowosądeckiego BWA. Pierwszy poważny obraz olejny stworzyłem w 1986 roku. Do Światowego Związku Artystów Malujących Ustami i Nogami - VDMFK należę od 1989 roku, a z wydawnictwem „AMUN” współpracuje od roku 1993.

 

Technikę malowania opanował Pan wręcz idealnie, jednak jak wygląda codzienne życie jak się zwykło mówić osoby niepełnosprawnej?

To, że urodziłem się bez rąk, nie przeszkadza mi w wykonywaniu codziennych czynności. Kiedy byłem młodszy i mieszkałem na wsi w Klęczanach pod Nowym Sączem   pomagałem w pracach domowych i polowych, grabiłem siano, okopywałem grządki motyką, pieliłem buraki, karmiłem zwierzęta – chciałem robić to co wszyscy.

Bardzo lubię podróżować, zwłaszcza samochodem - sam prowadzę, a robię to nogami. Od najmłodszych lat uczyłem się jeździć. Na początku był to czterokołowiec napędzany siłą mięśni, potem pojazd elektryczny, aż wreszcie kupiłem prawdziwy samochód. W bucie mam pilota, którym otwieram drzwi do samochodu, stopą wkładam kluczyki do stacyjki i ruszam. Brałem udział także w rajdach samochodowych 4x4. Lubię chodzić po górach, słucham muzyki, chodzę na koncerty. Kto wie może gdybym nie był malarzem zostałbym muzykiem? Nie wiem.

 

Mieszka Pan teraz w Krakowie. Czy tam łatwiej jest być artystą? Wyjątkowym bądź co bądź.

Być artysta w dużym mieście jest o wiele ciężej, ze względu na konkurencję. Jednak to nie jest konkurencja dla mnie. Moje prace mają nieco inny charakter. Jestem członkiem zrzeszonym Światowego Związku Malujących Ustami i Nogami -VDMFK oraz współpracuję z wydawnictwem   „AMUN”. Organizacja ta pełni rolę w pewnym sensie mecenasa dla osób niepełnosprawnych. O wiele łatwiej jest malować pod mecenatem niż na indywidualne  zamówienie. Dzięki temu nie muszę się martwić tym, co będzie jutro i czy moje obrazy się sprzedadzą. Mam ten komfort, że mogę malować, a moje prace znajdą się w kalendarzach, na kartkach świątecznych i okolicznościowych wydawanych właśnie przez to stowarzyszenie na całym świecie. Dla VDMFK namalowałem ponad 800 motywów. W naszym kraju sprzedażą kartek i kalendarzy z obrazami malowanymi przez niepełnosprawnych artystów zajmuje się wydawnictwo „AMUN” z Raciborza. Powstało ono  w 1993 roku i jest jedną z 46 placówek działających na świecie. Wydawnictwo zajmuje się również organizowaniem wystaw w kraju i za granicą, jak również plenerów malarskich, np. w Gdańsku, Bukowinie Tatrzańskiej, Mikołajkach, Zakopanym, Gdyni ostatni był na Słowacji

Polski oddział zrzesza 26 twórców, którzy malują tak jak ja za pomocą stóp lub ust. Dzięki temu znaleźli sposób na życie, zaczęli realizować swoje zainteresowania, które stały się ich życiową pasją i umożliwiły egzystencję.

Ja urodziłem się bez rąk, ale są w tej grupie osoby po wypadkach np. Bartek Ostałowski z Nowego Sącza i takie które utraciły władzę w rękach na wskutek choroby.

Wielu osobom można pomóc, angażującego ich do tego typu organizacji. Niepełnosprawnym artystom jest  łatwiej dzięki wydawnictwu, które ich wspiera. Otwierają się przed nimi drzwi, podnosi to ich prestiż, wychodzą z domu i mogą przebywać między ludźmi. Nie integracja społeczna, ale życiowa pasja może zmienić życie osób niepełnosprawnych. Pasja, która jednocześnie umożliwia realizowanie podstawowych potrzeb. Tak modne ostatnio słowo integracja samo w sobie już stwarza bariery bo skoro trzeba coś integrować… Tymczasem malarstwo sprawia, że ludzie patrzą na mnie nie przez pryzmat niepełnosprawności, ale przez to jak maluje i co robię.

 

Jakimi technikami posługuje się Pan malując swoje obrazy?

Najczęściej stosuje technikę olejną, pastele, akwarelę, akryl, temperę oraz ołówek.

 

Jak zapatruje się Pan na nowinki techniczne i możliwości jakie daje komputer, typu multimedia, sztuka cyfrowa, którymi interesują się współcześni artyści?

W pracy nie  bawię się w to, bo nie jest mi potrzebne. Choć przyznam że korzystam z komputera dla rozrywki.

 

Czy pamięta Pan swój pierwszy obraz?

Tak,  to był obraz olejny, o ile się nie mylę był to pociąg wyjeżdżający z tunelu. Pierwszy raz miałem wtedy farby olejne. Były to lata osiemdziesiąte.

 

Który z dawnych lub współczesnych malarzy jest dla pana autorytetem?

To zależy od okresu twórczości, niewątpliwie cenię prace Fałat, Rembrandt, Gierymski, Beksiński.

 

Jakie tematy Pana inspirują?

Lubię malować pejzaże szczególnie rodzinnych stron, góry  i stare chałupy.  Tematem moich prac są też akty, martwa natura, jak i mroczne klimaty typu „fantazy” czy surrealizm.  Najchętniej pracuję bezpośrednio w plenerze. Choć jest to trudne.

 

Gdzie można oglądać Pana obrazy?

Prace można zobaczyć zarówno na wystawach organizowanych przez wydawnictwo „AMUN”, jak i na licznych indywidualnych w różnych miastach Polski i zagranicą. W tej chwili było 9 równorzędnych wystaw m.in. w Kędzierzynie Koźlu, w Białym Kościele pod Krakowem, w Raciborzu, Gdowie, Krakowie. W lutym szykują się dwie duże wystawy. Jedna w galerii „Kotłownia” przy Politechnice Krakowskiej, druga w galerii przy Bibliotece Kozielskiej w Kędzierzynie-Koźlu. Na każdej z nich znajdzie się około 50 prac.

Pokazuję obrazy nie tylko w galeriach, domach kultury, bibliotekach, ale i w szkołach. Wychodzę z założenia, że najmłodszego widza najłatwiej nauczyć szacunku i wrażliwości.

Najłatwiej otworzyć na drugiego człowieka-człowieka niepełnosprawnego. Przekonuję, że warto chcieć poznać osoby niepełnosprawne i że nie należy się ich bać.

Podczas tego typu wystaw opowiadam o swoim życiu i twórczości. Zawsze pokazuję im jak maluję. Wypełniam pewnego typu misyjność. Pokazuje, że ludzi nie należy dzielić na zdrowych i chorych, udowadniam, że wszyscy są równi. Tymczasem w galeriach jest inny odbiorca, wiele osób nie wie kto i jak malował, liczy się tylko obraz, później dopiero doczytują, zgodnie z zasadą „sztuka broni się sama”.

 

W Nowym Sączu jest wiele szkół i galerii, jednak Sądeczanie rzadko mają okazję oglądać Pana obrazy. Dlaczego tak trudno przygotować wystawę w rodzinnym mieście?

Czasami myślę o stworzeniu wystawy w Nowym Sączu, chciałbym przy tym zaangażować kilku niepełnosprawnych kolegów z Sądecczyzny. Może Nowy Sącz zaatakuję w innym okresie, jak będzie ładnie i ciepło. Miejmy nadzieję, ze do tego czasu ktoś się do mnie odezwie. Na razie dzwonią z Łodzi i innych miast.

 

Nad czym pan aktualnie pracuje?

Nad różami stojącymi na stole na moim tarasie, sfotografowanymi latem Pierwszymi odbiorcami, jak i krytykiem są moi najbliżsi.

 

Jaką radę dałby pan młodym niepełnosprawnym artystom?

Żeby malowali to co chcą i czują. Niech robią swoje-najlepiej jak tylko potrafią.

 

Rozmawiała Anna Koział – Ogorzałek

 

Autor: Tekst i fot. (bit)
Komentarze :Dodaj komentarz
Brak komentarzy.
wszystkie komentarze