2010-09-09     Aldony, Jakuba, Sergiusza    

POGODA

Serwis pogodowy IMGW
 Aktualna pogoda         »» Prognoza

ARCHIWUM WIADOMOŚCI

Archiwum wiadomosci
Rok / Miesiac : /
Od (data wprowadzenia) [rrrr-mm-dd]:
Do (data wprowadzenia) [rrrr-mm-dd]:
Szukany tekst:
Strony : 1234z 535
19.08.2010Pierwsza pomoc i zasady jej udzielania
18.08.2010Zmiana godziny sobotniego spotkania Sandecji z Pogonią Szczecin !
18.08.2010Rusza budowa Instytutu Kultury Fizycznej PWSZ !
17.08.2010Burze coraz groźniejsze!
16.08.2010Święto Wojska Polskiego.
Strony : 1234z 535

Nowy rok, czyli nowe latko

Zamiast nowy rok, częściej mawiano dawniej nowe latko, nowe lato. Obchodzono zaś jego powitanie inaczej niż dzisiaj, skromniej i bardziej po domowemu, choć nie mniej wesoło.

Huczne sylwestrowe zabawy, toasty wznoszone szampanem o północy i wzajemne życzenia są dopiero XIX wieczną tradycją. Ale dawniejszymi wieki, wesołość, radosny nastrój, żarty, śmiechy, figle były również w szczególnej cenie. Wierzono, bowiem, że kto beztrosko stary rok pożegna i pierwszy dzień nowego roku przywita, temu przez 12 miesięcy we wszystkim będzie się szczęściło.


Przełom kolejnych lat krył w sobie znaczenie wróżebne, toteż prowokował do wróżenia sobie na wszelkie możliwe sposoby. Dziewczęta chętnie powtarzały raz jeszcze niedawne wróżby andrzejkowe, a gdy je skończyły, rozpoczynały lepienie z ciasta rozmaitych figurek i symbolicznych przedmiotów. Czegóż tam nie było? Trafiał się i wianek mirtowy i klucz, a zdarzała się też panna, pieniądz bochenek chleba, księga, pierścionek, kolebka. Wszystko to pieczono najstaranniej, by – już po wieczerzy – ułożyć na stole i przykryć talerzykami. Później każdy w ciemno jedno ciastko wybierał. Śmiechu było co niemiara jeśli babci kawaler się trafił, a dziadek z namaszczoną miną trafiał pod przykryciem na bociana.


Wieczerza, nawet w niebogatych domach była w miarę możliwości wystawna. Wśród różnych potraw nie mogło zabraknąć lemieszki z mąki pszennej, żytniej lub gryczanej, sparzonej ukropem i obficie okraszonej słoniną i pierników zwanych „nowolatkami”, które pieczono mieszając orzechy z miodem, mąką i pieprzem.


Kobiety jeszcze krzątały się przy kuchennych piecach, kiedy dzieci i podrostki szykowały się do marszu przebierańców. Stroje wymyślano różne, chodził więc po wsi bociek, lub koza z drewnianą głową, obleczona workiem. Zagrody odwiedzano ze śpiewem i żartami, gospodarzom składano życzenia naśladując głosy zwierząt i kolędując. Za te przedstawienia obdarowywano przebierańców grosiwem lub poczęstunkiem. Panny i kawalerowie szykowali się do wieczornej zabawy, na którą wszakże trzeba było najpierw zarobić. Młode niewiasty odziewały się kolorowo udając Cyganki, na ręce brały kukiełki ze szmatek i pędziły przez wieś prosząc o „cokolwiek dla małego”. Nikt nie uchylał się od darowizny, bo wiadomo było, że jeśli okaże się skąpcem dziewczyny rzucą na palący się piec kuchenny gorczycę „co trzask nieznośny sprawia”, albo co gorsze zamalują okno gliną rozrobioną sadzami.


Za pannami, drugą stroną ulicy ruszali chłopcy. Jeden w kożuchu wywróconym na drugą stronę udawał niedźwiedzia, a na słomianym powrozie wodził go za sobą Cygan, za którym z kolei podążali grajkowie, muzykując głośno na skrzypkach, fujarkach i bębenkach. W każdym domu dawali popis cudacznych umiejętności, grając i śpiewając, a Cygan zbierał rzucane przez gospodarzy dary. I męskie i damskie grupy wyprawiały też sąsiadom figle, zapierając drzwi kłodą lub drągiem, że przez okno trzeba było wyłazić, montując bocianie gniazda na dachach ku uciesze gawiedzi, albo mocując sobie tylko znanym sposobem ówczesne narzędzia rolnicze do kominów.


W starych kronikach stoi, że to właśnie dziewczęta najmocniej prowokowały do zabawy. Przygotowując noworoczną już zaopatrywały się na kolejną, karnawałową. Przyczaiwszy się za płotem lub w krzakach wpadały nagle do domów gdzie mieszkali młodzieńcy, porywały cokolwiek, a najchętniej jakąś część męskiej garderoby i uciekały ze zdobyczą. Jeśli się udało miały podwójną radość, raz, że według dawnych przesądów ukraść coś w Sylwestra lub Nowy Rok było szczęśliwą wróżbą, a po wtóre jeszcze jeden fant był do wykupienia co dawało zarobek na następną potańcówkę. Oj trzeba było czasem sporo „zabulić” żeby odzyskać skradzioną odzież, ale za to druga zabawa była o wiele obfitsza w jadło i napitki.


W noworoczny poranek jeszcze jeden obyczaj zajmował społeczność miast i wsi. Było to „wytrzaskiwanie starego roku”. W miasteczkach woźnice, a po wsiach pastuchy wędrowali i trzaskali z batów, aż echo niosło ów huk pod lasy. Z życzeniami noworocznymi wyruszali do ludzi mali chłopcy i żacy. Ludzie spotkawszy się na ulicach i drogach życzyli sobie od „nowego latka” zdrowia i dostatku, obsypując się obficie garściami owsa na pomyślną wróżbę. A potem włożywszy na siebie coś nowego z odzieży (to była również dobra wróżba) ruszali do rodzin, przyjaciół sąsiadów, aby i im pomyślności życzyć, a przy okazji pogawędzić przy kielichu okowity i tradycyjnych orzechach. Gdy mężczyźni rozmawiali o sprawach gospodarskich, kobiety zdobiły i nakrywały stoły. A wszystko po to, aby dzień minął dostatnio i wesoło. I taki też bywał.

 

Autor: (BIT)
Komentarze :Dodaj komentarz
Brak komentarzy.
wszystkie komentarze