W wydzielonych rezerwatach parku Masai Mara zamieszkają Masajowie, prowadzący koczowniczy tryb życia. Ich główne zajęcie to wypasanie stad bydła.
Szatę roślinną parku tworzy sawanna, na której żyją stada antylop, gazeli, zebr, słoni, nosorożców, hipopotamów. Spotkać tu można także zwierzęta drapieżne lwy, lamparty, gepardy, hieny, szakale oraz ponad pięćset gatunków ptaków.
Do tego ciekawego rejonu Afryki wybrałem się na moje pierwsze afrykańskie safari. W języku suahili safari oznacza wyprawę po drogach i bezdrożach dzikiego kraju. Ciekawiło mnie spotkanie z dziko żyjącą zwierzyną, którą dotychczas widziałem jedynie w ogrodach zoologicznych.
Z Warszawy poprzez Zurych dotarliśmy do stolicy Kenii Nairobi. Jest to duże nowoczesne ale i zarazem niebezpieczne miasto we wschodniej Afryce. Wysokie biurowce przeplatają tutaj się z dawną zabudową kolonialną, a w godzinach szczytu przez miasto przechadzają się tłumy przechodniów. Gwałtowny wzrost liczby ludności, który doprowadził do dużego bezrobocia, spowodował duży jej napływ z prowincji. Banki i inne lokale użyteczności publicznej są chronione dzień i noc. O tym wszystkim uprzedzono nas po przylocie do Kenii, ale nie zrobiło to nas specjalnego wrażenia i nie przejęliśmy się tym za bardzo.
W drugim dniu naszego pobytu w Nairobi, po kolacji w restauracji w centrum miasta, nasze koleżanki zaproponowały, abyśmy przeszli pieszo do hotelu. Ulica była szeroka, ale nienajlepiej oświetlona. Wracaliśmy w szóstkę. Nasze koleżanki szły kilkadziesiąt metrów przed nami. W pewnym momencie czterech młodych Afroamerykanów podbiegło do naszych koleżanek i zaczęło wyrywać im torebki. Ruszyliśmy im na pomoc. Napastnicy zrezygnowali z łupu i czmychnęli w nieoświetlona ulicę. Natychmiast pojawiła się policja z olbrzymimi pałami. Uchwycenie rabusiów okazało się jednak niemożliwe. Koleżanki miały dużo szczęścia. Utrata torebek, w których były paszporty, pieniądze skomplikowałaby naszą dalszą podróż.
Nie był to jedyny incydent tego typu. Nazajutrz, gdy wyjeżdżaliśmy z Nairobi do Parku Narodowego Jeziora Nakuru, utknęliśmy w korku obok dworca kolejowego. Janusz, jeden z naszych towarzyszy podróży, otworzył okno w samochodzie i chciał sfilmować to miejsce. Nagle podbiegł do samochodu młody Murzyn i chwycił za kamerę. Nie udało mu się jej wyrwać. Został przechwycony. Dalszych jego losów nie znam, gdyż ruszyliśmy w dalszą drogę do celu naszej podróży.