| Archiwum wiadomosci | |||||||||||||||||||||||||||
| |||||||||||||||||||||||||||
| |||||||||||||||||||||||||||
| |||||||||||||||||||||||||||
Po zwiedzeniu Swakopmund wyjechaliśmy na jego skraj, aby odbyć jeszcze jedną przejażdżkę quadem po wydmach w dolinie rzeki Kuiseb, która przez większą część roku jest wyschnięta.
Dzieli ona Pustynię Namib na dwie części, północną skalistą noszącą nazwę Wybrzeża Szkieletowego i południową piaszczystą z najwyższymi na ziemi wydmami.
Po dwóch godzinach „Pustynny Ekspres” przyjechał do celu swojej podróży - miasta Swakopmund. Z dworca kolejowego wynajętym samochodem wyjechaliśmy na pustynię, aby zobaczyć dolinę zwaną „Krajobrazem Księżycowym” oraz unikalną roślinę welwitschię.
Kilka razy zatrzymaliśmy się na ich wierzchołkach, aby podziwiać piękne widoki na bezkresne morze wydm. Czas mijał szybko i z żalem przyjąłem wiadomość, że musimy kończyć jazdę, gdyż jeszcze przed wieczorem musieliśmy wyruszyć w drogę powrotną do Windhoek.
Szliśmy krawędzią wydmy, oddzielającą jej część nawietrzną, łagodną od części zawietrznej, stromej. Każdy krok do przodu powodował usuwanie się spod stóp ruchomego piasku. Stopy zsuwały się w tył, toteż podchodzenie było uciążliwe.
Podróżując po południowej Afryce wraz z kilkoma towarzyszami podróży, dotarłem do pustyni Namib, uważanej za najstarszą pustynię za Ziemi.
Park Hawajskich Wulkanów jest najbardziej zróżnicowany ze wszystkich parków USA. Oprócz dymiących wulkanów można tu zobaczyć pustynię, arktyczną tundrę i tropikalną dżunglę.
Następny dzień przeznaczony był na zwiedzanie największej wyspy archipelagu – wyspy Hawaii, zwanej również Big Island (Wielka Wyspa).
Pod taflą wody widać wrak Arizony, z którego do dziś wydobywa się olej. Jego tłuste plamy unoszą się na wodzie. Pod pokładem wraku spoczywa 1177 członków załogi.
Zatoka Pearl Harbor to najlepszy głębokowodny port na całym Pacyfiku. Toteż niż dziwnego, że Stany Zjednoczone zbudowały tu główną i największą bazę amerykańskiej floty wojennej na Pacyfiku.
Maui ma wiele atrakcji. Największą z nich jest wyjazd na wulkan Haleakala. Tego dnia ciężkie chmury zasłoniły ten wulkan, podobnie jak 69 km krętej drogi prowadzącej na jego szczyt.
Dzisiaj publikujemy setny z kolei odcinek opowiadań pana Mieczysława. Trudno wymienić jednym tchem miejsca na mapie świata, gdzie Krok postawił swoją stopę. Sądecki podróżnik zwiedził, bowiem prawie cały świat. Jego marzeniem jest podróż na Antarktydę.
Wioski z poszczególnych wysp różnią się wyglądem chat. Najciekawsze są chaty z wyspy Fidżi, których bardzo strome dachy osiągają wysokość kilkudziesięciu metrów. Im wyższy dach, tych zamożniejsza rodzina.
Kąpiel w ciepłych wodach Oceanu Spokojnego była samą przyjemnością. Należy jednak uważać na nieprzyjemne dno – ostrą skałę wulkaniczną.
Dzielnica Waikiki jest centrum turystycznym Hawajów. Kiedyś mieszkał tu król Kamehameha I. Dziś w tym miejscu oddaje się cześć bożkom komercji i snobizmu.
Hawaje są mocno skomercjalizowane. Przyjeżdżają tu, bowiem bogaci Amerykanie, których wizje raju mają wiele wspólnego z pełnym komfortu miejskim bytowaniem.
Hawaje są dużą atrakcją turystyczną i co roku dają milionom Amerykanów z kontynentu i turystom przedsmak Polinezji.
Na wschodzie na horyzoncie pojawiła się duża tarcza wschodzącego księżyca, a w tym samym czasie po przeciwnej stronie horyzontu zachodząca kula słońca.
Archipelag Ziemi Ognistej odkrył w 1520 roku portugalski żeglarz Ferdynand Magellan. Z powodu ogni rozpalonych wzdłuż wybrzeża (nazwanym później na cześć jego imienia) przez miejscowych Indian, nazwał ten zakątek Ziemią Ognistą.
Czoło lodowca to kilkunastometrowa pionowa bariera lodowa schodząca wprost do jeziora. Lód lodowca ma kolor błękitny a liczne pęknięcia tworzą na nim głębokie szczeliny.
Przede mną strzelały niesamowite ośnieżone szczyty o pionowych ścianach. W końcu wyszedłem na najwyższy punkt zbocza i moim oczom ukazał się przepiękny widok Torres del Paine w całej okazałości.
Moi towarzysze podróży smacznie spali, a ja czekałem na pierwsze promienie słońca. Wreszcie zaczął się spektakl, na który warto było wstać wcześnie.
Pode mną szalał żywioł. Wyszukując w występach skalnych pewnych oparć na stopy i dobrych uchwytów dla rąk, krok po kroku schodziłem w dół…
Niezwykle groźny fenomen klimatyczny, nazywany El Nino - powodujący huragany, silne opady deszczu, obsunięcia ziemi – według klimatologów i oceanologów był odpowiedzialny również za powodzie w 1997 roku, które dotknęły Polskę.
Torres del Paine był początkowo rezerwatem, utworzonym w 1959 roku, następnie zamienionym na park narodowy. W 1978 roku organizacja UNESCO wpisała go na listę rezerwatów biosfery
W latach 1987-2000 liczebność patagońskiej populacji pingwinów Magellana spadła trzykrotnie. Stan ten tłumaczono przełowieniem tamtejszych wód, zanieczyszczeniami - np. rozlaną ropą - oraz zmianami klimatu.
Kraniec Chile - Przylądek Horn to południowy koniec zamieszkanego świata i dlatego nazwano ten obszar „końcem świata”.
Wraz z kilkoma towarzyszami podróży jestem w samolocie chilijskich linii lotniczych LAN CHILE i zmierzam na sam koniec świata.
W południe przewodnik zarządził przerwę. Usiedliśmy na zwalonym drzewie i ze smakiem zjedliśmy nasz prowiant.
Dzienne zapotrzebowanie pokarmowe słonia przekracza 200 kg, na wodę - 190 litrów. Dziennie słoń wydala ok. 80-90 kg kału.
Lamparty wciągają wysoko w koronę drzew swoje ofiary, niejednokrotnie trzy razy cięższe od nich samych
Wraz z zachodem słońca busz zaczyna „żyć” własnym rytmem.
Moim współmieszkańcem w namiocie był Wiesiek. Pochodził z północnej Polski i podobnie jak pozostali towarzysze podróży, uczestniczył po raz pierwszy w afrykańskim safari.
Na lotnisku w Windhock przesiedliśmy się do mniejszego samolotu, którym polecieliśmy do Maun w Botswanie położonej w delcie rzeki Okawango. Niedługo po starcie, samolot znalazł się nad Pustynia Kalahari. Przeglądałem się terenom pustynnym, porośniętym buszem, z wyschniętymi korytami rzek, pokrytymi szarym pyłem. Gdzieniegdzie były pojedyncze zabudowania lub niewielkie osady. Ziemia była wysuszona przez słońce, a wśród pustyni przebiegały nieliczne drogi, niewiele lepsze od polnych.
W centralnej części południowej Afryki, na terenie pustyni Kalahari znajduje się jedna z ostatnich oaz dzikiej przyrody w Afryce. Stanowią ją bagna rzeki Okawango w północno – zachodniej Botswanie. Rzeka wypływa na wyżynie Bije w Angoli jako Kubango, płynie na południowy – wschód przez Namibię i na terenie Botswany tworzy zabagniona deltę.
Całkiem odmienny temperament ma żółw Samotny George, który został odnaleziony na wyspie Pinta. Jest jedynym przedstawicielem jednej z piętnastu odmian żółwi olbrzymich, które żyły na Galapagos. Został przewieziony do stacji naukowej i przebywa tu z dwoma samicami najbardziej genetycznie zbliżonymi do niego.
Cały ten krajobraz zmienia swój koloryt w zależności od pory dnia i ciągle jest inny. To najbardziej fotograficzne miejsce na archipelagu. Zrobiliśmy dużo ładnych zdjęć. Nasyciwszy wzrok pięknymi widokami, zeszliśmy na małą, zaciszną plażę, gdzie przez dwie godziny zażywałem kąpieli połączonej z nurkowaniem w krystalicznie czystej wodzie.
Po zniknięciu Króla Mórz zerwał się silny wiatr. Na pożegnanie Neptun tak rozkołysał ocean, że fale zalały nasz nieduży jacht, który stał się igraszką dla wysokich fal. Z trudem utrzymywałem się na nogach. Jurek natychmiast wyciągnął słoik z pastylkami przeciw morskiej chorobie i rozdawał je chętnym. Ponieważ jestem odporny na ta przypadłość nie zażyłem pastylek, ale na wszelki wypadek poszedłem do kajuty i położyłem się na koi. W pozycji leżącej łatwiej znoszę długie kołysanie. Pora była późna. Nadszedł czas na sen, który jak to u mnie przyszedł szybko i łatwo.
Gdy Neptun skończył mnie wypytywać, pokazał mi dwie butelki i kazał wybierać. Miałem wypić nieznaną zawartość jednej z nich. Wskazałem na butelkę z czerwoną zakrętką.
W wysokich, klifowych brzegach są duże groty. Łodzią wpłynęliśmy do wnętrza jednej z nich. Było ciemno, a sklepienie obniżało się tak bardzo, że musieliśmy położyć się na dnie łodzi, aby przepłynąć. W tym czasie nasz jacht Eric płynął za nami w znacznej odległości od brzegu.
Rejs na Isla Izabela, największą wyspę archipelagu, prowadził w kierunku północno zachodnim wzdłuż wyspy Santiago. W ciągu nocy jacht dwukrotnie przeciął linię równika – najpierw z południa na północ, a po opłynięcia cyplu Albemarle, jacht skierował się na południowy zachód i powtórnie przepłynął przez równik. Nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, że te nasze przejścia przez równik były bezprawne. O tym mieliśmy się przekonać w niedługim czasie. Po całonocnym rejsie około godziny szóstej rano jacht dopłynął do wyspy Fernandina (ang. Narborough) i zakotwiczył przy cyplu Espinosa (Punta Espinosa) na północnym brzegu wyspy.
Po obiedzie i odpoczynku, zgodnie z planem dnia opuściliśmy jacht i łodzią popłynęliśmy na drugi koniec wyspy. Naszym celem były Prince Philip Steps (Schody Księcia Filipa). Po skalnych schodach wykutych w wysokim brzegu klifowym, wyszliśmy na wyspę, skąd rozciągnął się ładny widok na ocean i Zatokę Darwina. Odbyliśmy wycieczkę wzdłuż brzegu wyspy, wśród ptaków wysiadających jaja. Po godzinie powróciliśmy do łodzi, którą dopłynęliśmy na jacht. W łódź płynęła wśród wysokiego, pionowego, skalnego brzegu. Tutaj też gnieździły się rożne ptaki, wylegiwały lwy morskie i iguany.
Pierwsza noc przebiegła spokojnie. Nad ranem jacht zakotwiczył w Zatoce Darwina przy wyspie Genovesa. Jej nazwa pochodzi od miasta Genui we Włoszech, gdzie urodził się Krzysztof Kolumb. Zatoka Darwina to krater starego wulkanu, o wysokich, klifowych brzegach, mających kształt regularnego koła.
O godzinie 7.00 wyjechaliśmy z hotelu na lotnisko, skąd nastąpił odlot na Wyspy Galapahgos samolotem linii lotniczych Areo Gal. Po półtorej godzinie lotu wylądowaliśmy na wyspie San Cristobal w miejscowości Puerto Baquerizo Moreno, która jest stolicą archipelagu i liczy 5 tyś mieszkańców.
Na Oceanie Spokojnym, 1000 km od wybrzeży Ekwadoru, znajduje się położony na równiku jeden z najbardziej odosobnionych i najpiękniejszych archipelagu świata. Tworzy go 15 wysp głównych, 42 wysepki i 26 osobnych skał lub raf, które wyłoniły się z morza na skutek działalności wulkanicznej dna morskiego i nigdy nie miały połączenia z kontynentem.
Podczas zwiedzania Nairobi byliśmy świadkami uroczystości związanej z 17 rocznicą śmierci pierwszego prezydenta Kenii Jomo Kenyattyz udziałem aktualnego prezydenta Daniela Arap Moi. Uroczystość odbyła się przy mauzoleum zmarłego. Naszą uwagę zwróciło zachowanie się czarnoskórego tłumu zgromadzonych – na twarzach mieszkańców widać było wielkie skupienie i powagę. Panowała absolutna cisza. Ludzie z przejęciem słuchali przemówienia bieżącego prezydenta. To zachowanie bardzo nam zaimponowało.
Następnie popłynęliśmy na wyspę, gdzie znajduje się pagoda PHAUNG DAW OO, cała złocona, otoczona licznymi kapliczkami. W tym dniu było święto ofiarowania ryżu. Jest to święto mnichów buddyjskich, których setki przypłynęło na długich, wąskich łodziach, wypełniając całą pagodę i jej otoczenie.
Mount Popa to wulkaniczna góra, wznosząca się na wysokość 1.518 m npm. U jej podnóża znajduje się wyniosła skała, na której szczycie wznosi się klasztor i świątynia. Prowadza tam strome schody. Mount Popa uważana jest za świętą górę, zamieszkałą przez Natów – duchy, w które wierzą mieszkańcy Birmy.
Nazajutrz już o godz. 4 wyjechaliśmy z hotelu na przystań statków nad rzeką Irawadi, skąd wyruszyliśmy w rejs do miasta Pagan (obecnie Bagan). Irawadi jest główną arterią wodną Birmy. Płynie z północy na południe i uchodzi do Morza Adamańskiego wieloramienną deltą. Obok Mandalay jest szeroko rozlana, ale płytka i nasz statek musiał lawirować między mieliznami, a kurs wyznaczali dwaj członkowie załogi, którzy siedząc na dziobie statku długimi żerdziami sprawdzali głębokość rzeki, dając odpowiednie znaki sternikowi.
Z lotniska przejechaliśmy do hotelu, położonego w centrum miasta, niedaleko dworca kolejowego. Rangun to duże miasto portowe, liczące ponad 3 mln mieszkańców. Pierwsze spostrzeżenie, a równocześnie zaskoczenie, to brak na ulicach motocykli, skuterów i motorowerów, którymi zatłoczone SA inne miasta Półwyspu Indochińskiego. Podobno istnieje zakaz jazdy tymi pojazdami w stolicy kraju.
Po dotarciu do prowincji Kwa Zulu Natal, jechaliśmy w kierunku południowo-wschodnim, aż do brzegów Oceanu Indyjskiego. Droga wiodła wzdłuż wybrzeża. Po pokonaniu ponad 300 km znaleźliśmy się w Durbanie, największym porcie i kurorcie w Republice Południowej Afryki.
Podróż do Republiki Południowej Afryki rozpoczęła się dla mnie nietypowo. Gdy o wieczornej porze miałem już wyjść z domu by udać się na dworzec autobusowy, skąd miałem dojechać do Krakowa, a stamtąd pociągiem do Warszawy, otrzymałem telefon informujący, że zabrakło dla mnie biletu na samolot do Johannesburga. Owszem, mogłem lecieć, ale nie linią British Airways, razem z moimi towarzyszami podróży, ale samolotem Air France i nie przez Londyn, a Paryż.
O podróżniczej pasji Mieczysława Kroka wie stosunkowo niewiele osób. Może z wyjątkiem rodziny lub przyjaciół, którym przesyłał pocztówki z odwiedzanych przez siebie miejsc. Poprosiliśmy, aby sam podzielił się swymi wrażeniami z podróży po świecie z czytelnikami "Miasta". Dziś kolejna część opowieści Pana Mieczysława.
O podróżniczej pasji Mieczysława Kroka wie stosunkowo niewiele osób. Może z wyjątkiem rodziny lub przyjaciół, którym przesyłał pocztówki z odwiedzanych przez siebie miejsc. Poprosiliśmy, aby sam podzielił się swymi wrażeniami z podróży po świecie z czytelnikami "Miasta". Dziś kolejna część opowieści Pana Mieczysława.
O podróżniczej pasji Mieczysława Kroka wie stosunkowo niewiele osób. Może z wyjątkiem rodziny lub przyjaciół, którym przesyłał pocztówki z odwiedzanych przez siebie miejsc. Poprosiliśmy, aby sam podzielił się swymi wrażeniami z podróży po świecie z czytelnikami "Miasta". Dziś kolejna część opowieści Pana Mieczysława.
O podróżniczej pasji Mieczysława Kroka wie stosunkowo niewiele osób. Może z wyjątkiem rodziny lub przyjaciół, którym przesyłał pocztówki z odwiedzanych przez siebie miejsc. Poprosiliśmy, aby sam podzielił się swymi wrażeniami z podróży po świecie z czytelnikami "Miasta". Dziś kolejna część opowieści Pana Mieczysława.
O podróżniczej pasji Mieczysława Kroka wie stosunkowo niewiele osób. Może z wyjątkiem rodziny lub przyjaciół, którym przesyłał pocztówki z odwiedzanych przez siebie miejsc. Poprosiliśmy, aby sam podzielił się swymi wrażeniami z podróży po świecie z czytelnikami "Miasta". Dziś kolejna część opowieści Pana Mieczysława.
O podróżniczej pasji Mieczysława Kroka wie stosunkowo niewiele osób. Może z wyjątkiem rodziny lub przyjaciół, którym przesyłał pocztówki z odwiedzanych przez siebie miejsc. Poprosiliśmy, aby sam podzielił się swymi wrażeniami z podróży po świecie z czytelnikami "Miasta". Dziś kolejna część opowieści Pana Mieczysława