Wieczerza - godzinka, no może dwie, w domu przy karpiu i barszczu. A potem do knajpki. Młodzi sądeczanie coraz częściej spędzają ten wieczór nie z rodziną, ale ze znajomymi.
Wigilijna noc jak zwykle w sądeckich kościołach zgromadziła rzesze wiernych. I to nie tylko starszych, ale i tych zdecydowanie młodych, a nawet dzieci. Kiedy pasterka się skończyła, młode pokolenie wybrało się do pubu. - Może i do jakiejś knajpy zajrzałem, ale zdecydowanie na pierwszym miejscu postawiłem na "pasterkę" u Jezuitów przy ul. ks. Piotra Skargi - mówi Olek, który w przyszłym roku będzie zdawał maturę.
- Kiedyś to zaraz po wigilijnej wieczerzy stało się na rogu, w oczekiwaniu na "północkę". Potem po zakończeniu (a msze trwały nawet do 1.30) szło się do któregoś z kolegów i strzeliło się małe co nie co - dodaje Władek, dużo starszy kolega Olka.
Wiele nowosądeckich lokali otworzyło swoje podwoje w wigilijny wieczór m.in.: "Jazzgot", "Guinness Pub", "Insomnia", "Szafa". Zamknięta była m.in. "Bohema" i prawdopodobnie wszystkie lokale w Starym Sączu.
- Teraz w kościołach msze są zdecydowanie krótsze. Zwłaszcza kazania, które najczęściej trwają dziesięć minut. A jak kaznodzieja powie coś z życia, to aż chciałoby się słuchać i słuchać - wtrąca młodzieniec, chcący pozostać całkowicie anonimowy.
Zapytana po pasterce wychodząca z kościoła św. Kazimierza (tzw. Kaplica Szkolna) starsza kobieta, co sądzi o otwieranych w Wigilie lokalach, w ogóle była zaskoczona, że takie są otwarte. Chwali natomiast tych właścicieli, którzy świętują i dają świętować personelowi. - Co mają zrobić, ci co rządzą knajpkami? Jeżeli właśnie w tym okresie najlepiej zarabiają. Młodzi też chcą się zabawić i powoli odchodzą od Boga - mówi jeden ze stałych imprezowiczów. - Ale nie dajmy się zwariować, nie jest źle i z tym odejście od Pana Boga to zapewne przesadziłem - zakończył.