
Odbywając służbę wojskową Piotr Kuczyński był piłkarzem Legii Warszawa, w doskonałym towarzystwie piłkarskim: m.in. Jerzego Woźniaka- reprezentacyjnego lewego obrońcy, Edmunda Zientary- reprezentacyjnego pomocnika- kapitana drużyny narodowej, Lucjana Brychczego- reprezentacyjnego prawego łącznika, Kazimierza Górskiego, Orłowskiego, W meczach z drużynami I-ligowymi podziwiał parady wspaniałych bramkarzy: Dziurowicza, Jurowicza, Stefaniszyna, Szymkowiaka, Wyrobka, oraz zagrania i groźne strzały doskonałego duetu napastników „Stali” Sosnowiec (dzisiejszego „Zagłębia” Sosnowiec) a mianowicie: Krężla i Uznańskiego. Piotr Kuczyński był bezstronny i konkretny w ocenie gry i szans poszczególnych drużyn. Pewnego razu na zgrupowaniu Kadry Narodowej, Gdy trener Ryszard Koncewicz wyraził opinię, że Ruch Chorzów w najbliższym meczu ligowym pokona Cracovię 4-1 i zostanie mistrzem Polski o jeden punkt przed Wisłą Kraków, Piotr Kuczyński (jako zawodnik Cracovii) Impulsywnie zareagował i powiedział: „Panie trenerze, na Pana miejscu nie byłbym taki pewien wygranej Ruchu” Piotr Kuczyński wspomina ten mecz Cracovii z Ruchem w Chorzowie. „Przed meczem padał deszcz i boisko było śliskie. Do przerwy wynik był 0:0. Na początku drugiej połowy meczu Cracovia przeprowadza akcję ofensywną lewą stroną. Bobula centruje od chorągiewki narożnej boiska na pole karne. Ja wyskakuję obok Bartyli do tej piłki i głową strzelam pierwszą bramkę.
Konsternacja na stadionie. Cracovia prowadzi 1:0. Tytuł mistrza Polski dla Ruchu zagrożony. Ale do końca meczu jest jeszcze dużo czasu. Chorzowianie zaatakowali z furią. Suszczyk posyła szybką piłkę na lewe przedpole bramki Cracovii. Ktoś krzyknął „puść”. Obrońca Cracovii przepuszcza tę piłkę, myśląc, że to bramkarz krzyknął i że będzie łapał piłkę. Ale nic takiego nie nastąpiło. Do piłki doszedł Cieślik i strzelił nieuchronnie.
Chorzowianie nadal atakują. Za przypadkową rękę Kaszuby na polu karnym Cracovii sędzia dyktuje karnego. Cieślik strzelił bezbłędnie. Mecz robi się zacięty. My też atakujemy. Otrzymuję dokładną piłkę na prawe skrzydło, podciągam na kilkanaście metrów i podaję na przedpole bramki ruchu. Nasz napastnik dochodzi do piłki i zostaje podcięty przez obrońcę na linii pola karnego. Sędzia dyktuje rzut wolny bezpośredni. Piłkę ustawia Kaszuba i pięknym strzałem zdobywa bramkę, rehabilitując się za spowodowanie karnego. Jest 2:2. Mecz zbliża się ku końcowi. Śliskie po deszczu boisko daje mi szansę w walcę o piłkę z Gebulem, który jest moim „plastrem”, oraz z rosłym ciężkim stoperem Ruchu- Bartylą. Nasz obrońca wybija piłkę na oślep, taką wysoką świecę na połowę boiska Ruchu. Mam po prawej stronie obrońcę Gebula, a przed sobą stopera Bartylę. Stopuję piłkę w taki sposób, że ta odskakuje ok. 3 m. do przodu obok Bartyli. Idę za piłką błyskawicznie. Za moimi plecami zostali obydwaj obrońcy. Mam przed sobą tylko bramkarza. Podciągam kilka kroków i „pakuję” piłkę do bramki. Bramkarz nie interweniuje. Sędzia patrzy na zegarek i odgwizduje koniec meczu. Ruch traci dwa punkty. Wisła po wygraniu swojego meczu, wychodzi jednym punktem przed drużynę Ruchu i zostaję mistrzem Polski. Strzelić Ruchowi dwie bramki w jednym meczu, mając przed sobą Bartylę, a obok Gebula, zaś w bramce Wyrobka, to była naprawdę nie lada sztuka. Byłem szybki w akcjach ofensywnych. Przeskakiwałem z piłką wślizgi obrońców ponad ich nogami. Zwodami na pełnej szybkości „kładłem” obrońców na murawie boiska. Obrońcy nie przebierali w faulach. Unikałem długo kontuzji. Ale w końcu mnie dopadła. Musiałem zakończyć karierę piłkarską. Zrobiłem uprawnienia instruktora piłki nożnej. Byłem trenerem m.in. „Sokoła” Stary Sącz. To ja odkryłem doskonałego prawoskrzydłowego dla „Sandecji”- Zygmunta Żabeckiego. To ja na treningu w Starym Sączu widząc chłopca o jasnych włosach, ubranego po piłkarsku, kopnąłem piłkę w jego kierunku i krzyknąłem „biegnij za nią”. A gdy Ten od linii końcowej boiska scentrował na pole karne, pochwaliłem Go, że dobrze. Obecnie Piotr Kuczyński jest na emeryturze. Mieszka w Nowym Sączu. Miłośnik gołębi pocztowych. Odwiedzając Pana Kuczyńskiego podziwiam wspólnie z Nim piękne gołębie wracające z lotów. To dla Pana Piotra Kuczyńskiego wielka satysfakcja.