– Pieniądze są w życiu ważne, ale nie najważniejsze – mówił Kurzeja zaraz po zakończeniu rozprawy. Do pracy w NEWAG-u prawdopodobnie prędko nie wróci – jeśli w ogóle. Sąd nie dopatrzył się w jego postępowaniu żadnych ciężkich uchybień ani naruszeń, które mogłyby być uzasadnieniem dla zwolnienia dyscyplinarnego - a właśnie takie wręczył mu pod koniec czerwca 2011 roku Zbigniew Konieczek.
Chodzi o sytuację, która miała miejsce pod koniec czerwca ubiegłego roku. Podczas wyborów na społecznego inspektora pracy, które odbywały się w czasie przerwy śniadaniowej i o których poinformowano prezesów wcześniej, podszedł do zgromadzonych prezes Konieczek, zarzucając im nielegalność zgromadzenia. – Panie prezesie, czy nie ma pan ważniejszych spraw w firmie? – na te słowa Kurzei Konieczek zareagował niemal natychmiastowo. – Panie Kurzeja, zaraz każę wyprowadzić pana z firmy!. Dwa dni później Kurzeja został dyscyplinarnie zwolniony z pracy za „ciężkie naruszenie obowiązków pracowniczych polegające na uwłaczaniu godności pracodawcy”.
Według decyzji Sądu, NEWAG ma obowiązek przywrócić Kurzeję do pracy. Jednak to nie wszystko, co przyznano powodowi. 17,5 tysiąca złotych w ramach zaległego wynagrodzenia, 4,5 tysiąca złotych jako odszkodowanie dla Jerzego Kurzei i około 800 złotych kosztów sądowych – tyle będzie musiał wyłożyć prezes NEWAG-u, jeśli wczorajszy wyrok się uprawomocni. Oczywiście, stronom przysługuje jeszcze prawo odwołania się od wyroku. Szef sądeckiej Solidarności, Andrzej Szkaradek, uważa, że nie ma to większego znaczenia w ogólnym spojrzeniu na sprawę. Według niego, takie zwolnienia dyscyplinarne nie mają żadnych podstaw. – To dalszy ciąg braku dialogu między prezesami a załogą firmy – mówił - Dopóki prezesi nie zrozumieją, że z załogą trzeba rozmawiać, że ważniejszy od pieniędzy jest szacunek dla drugiej osoby, te zwolnienia będą się powtarzać.
ID









