Najlepsze oczywiście to te z konfiturą z płatków dzikich róż, przygotowaną własnoręcznie albo co najwyżej przez babcię. Niestety, pieczenie pączków to - podobno - zadanie bardzo czasochłonne, generujące wokół dużą ilość bałaganu i wymagające od nas wyjątkowej cierpliwości. Jednocześnie nigdy mamy pewności, że wszystkie pączki wyjdą dokładnie tak, jak lubimy. Przepisów w tekście nie znajdziecie żadnych - każdy, kto smaży pączki, ma swój własny, sprawdzony. Dobrych rad, be których żaden pączek nam nie wyjdzie, jest jeszcze więcej, niż samych przepisów - ciepło w kuchni, składniki do ciasta o temperaturze pokojowej, odpowiednio rozgrzany olej... Można wymieniać bez końca. Chwała więc tym, którzy porywają się na smażenie pączków samemu. Jednak jeśli ktoś nie ma na to sił ani nerwów, nic straconego. Zawsze pozostają cukiernie.
Tego dnia przeżywają prawdziwe oblężenie. Jednak, jak się dowiedzieliśmy od właściciela cukierni, gdzie sprzedawane są podobno najlepsze w Sączu pączki: - Problemem nie jest sprzedaż, tylko produkcja. Nie ma się co dziwić. Ponad czterdzieści osób musi ciężko pracować, by przygotować na czwartek 17 000 - tak, siedemnaście tysięcy! - pączków. Do tego jeszcze obowiązkowy chrust i róże karnawałowe - w tłusty czwartek zajadamy się przecież nie tylko pączkami. Pracownicy cukierni mają prawdziwe urwanie głowy.
Jednak ten czwartek to nie tylko tłusty czwartek. Inna tradycją, o której coraz mniej osób pamięta, jest comber. Babski comber. Tak, drogie panie - dzisiaj jest właśnie ten dzień, kiedy pozostawiamy mężów i dzieci i bawimy się same, w kobiecym gronie!
Tradycja babskiego combra wywodzi się ze średniowiecza, kiedy to w przeddzień środy popielcowej kobiety, głównie handlarki, maszerowały radośnie przez miasto. Przebrane i w doskonałych humorach - dzięki „magicznym” trunkom spożywanym już od południa - wprawiały w popchłoch wszystkich mieszkańców, w szczególności mężczyzn. Dzisiaj jednak nikt już nie urządza kolorowych korowodów. Babski comber świętowany jest bardziej kameralnie, w domach, restauracjach lub pubach. Oczywiście, z udziałem tylko i wyłącznie kobiet. Do tego chrust, kilka pączków, trochę mocniejszych trunków i mamy idealne połączenie tłustego czwartku z tradycyjnym, babskim combrem.
Teraz odrobina dziegciu. Po pierwsze, jeden pączek to około 350 kalorii - i to tych najgorszych, bo pustych. Rekordziści, zjadający tego dnia ilości pączków idące w dziesiątki, fundują swojemu organizmowi ciężką pracę. Jeśli przesadzimy zarówno z jedzeniem pyszności, jak i napojami wysokowymi - następnego dnia będziemy użerać się z nie tylko bólem brzucha, ale również głowy. A wtedy oblężenie przeżywać będą apteki.
Inez Dunikowska-Krupa










Komentarze
Napisał: ~Kasia|Opublikowano: 2012-02-16 21:26:40