
- Na pewno spotkamy się jeszcze raz. My ze swojej strony zwróciliśmy taksówkarzom uwagę na kilka podstawowych zasad, których wprowadzenie nie wymaga żadnych nakładów finansowych – podkreśla oficer prasowy policji st. sierż. Paweł Grygiel. Pierwsze dwie uwagi dotyczyły procedur, które niby funkcjonują od dłuższego czasu, ale w praktyce bardzo kuleją. - Chodzi o obowiązek zgłaszania do centrali, że kierowca podjął pasażera, gdzie to zrobił i dokąd będzie kurs i za ile minut kierowca znowu zgłosi się do centrali – tłumaczy policjant. - Taka informacja podana głośno do centrali na początku kursu na pewno zadziała prewencyjnie, może zniechęcić podejrzanego pasażera do zrobienia czegoś głupiego. Trzeba podkreślić, że w obu takich przypadkach te procedury zawiodły. Gdyby nie szczęśliwy zbieg okoliczności taksówkarza zaatakowanego w Jamnicy najprawdopodobniej znaleźlibyśmy rano martwego – zaznacza.
Druga propozycja jest równie oczywista. - Taksówkarz zabierający pojedynczego pasażera powinien dopilnować by ten zajął miejsce za fotelem pasażera. Pozwoli mu to na obserwacje co pasażer robi i odpowiednio szybką reakcję – kontynuuje Grygiel. Gdy pasażer siądzie za kierowcą, ten ma nikłe szanse na zapobieżenie ewentualnemu atakowi. Trzecia uwaga mundurowych nie wszystkim przypadnie do gustu. Warto by taksówkarze po prostu rezygnowali z wożenia pijanych czy agresywnych pasażerów. Policjanci chcą – jeśli oczywiście środowisko taksówkarskie wyrazi zainteresowanie – zorganizować szkolenia z samoobrony, na których zapoznano by kierowców z możliwościami uwolnienia się z określonych chwytów. Kolejna propozycja jest dość nowatorska na warunki sądeckie, ale tez nie wymaga szczególnych inwestycji. Chodzi o wypracowanie określonych znaków, którymi kierowca niepewny intencji pasażera mógłby zaalarmować policję, straż czy jakiekolwiek służby albo nawet innych kierowców czy przechodniów. - Po zobaczeniu takiego znaku, radiowóz mógłby pojechać za taksówka i choćby wylegitymować pasażera – wyjaśnia mundurowy. Dodaje też, że nie ma przepisów, które zabraniałby na montaż w taksówkach pleksy, która by oddzielałaby kierowcę od pasażerów. - Ale nie ma też przepisów, które by to nakazywały – zastrzega na zakończenie.
Co na te rewelacje sami taksówkarze? - Uważam, że policja bardzo konstruktywnie podeszła do tematu – mówi szef korporacji Taxi Nowy Sącz. - Bardzo ciekawy był pomysł z hasłem. Na pewno wprowadzę go w mojej sieci. Chodzi o proste hasło znane tylko kierowcom, które podane do centrali spowoduje natychmiastową reakcję, pracownik z centrali będzie wiedział, że taksówkarz czuje się zagrożony. Będę też chciał skorzystać z możliwości przeszkolenia pracowników w samoobronie. Ważne były tez uwagi o zwracaniu uwagi na to, czy pasażer zapiął pasy i gdzie usiadł. To są niby drobiazgi, ale mogą przesądzić o bezpieczeństwu całego kursu.
Nasz rozmówca pozytywnie odbiera również propozycję wypracowania i rozpropagowania wśród sądeczan sygnału, który informowałby wszystkich o tym, że w taksówce dzieje się coś złego. Ze względu na przepisy ruchu drogowego będzie to sygnał dźwiękowy. Będzie tez chciał się podzielić dobrymi przepisami z własnego podwórka. - W naszej sieci taksówkarz musi się zgłosić po zakończeniu kursu i powiedzieć, gdzie ten kurs się skończył i na jaki postój zamierza się udać. Jeśli się nie odzywa po prostu do niego dzwonimy – dodaje na zakończenie.
Ewa Stachura (e.stachura@miastoNS.pl), fot. tik









